Poniżej fotorelacja z wizyty na cmentarzu w Niekłaniu, gdzie są pochowani moi przodkowie - m.in. ojciec dziadka Gabrysia - Józef. Dzięki niezwykłemu spotkaniu mogłam poznać wujka Kazimierza Rurarza - syna Edwarda, brata dziadka Gabrysia i zapalić świeczkę na grobie bliskich. Wejście na cmentarz w Niekłaniu Pomnik ojca dziadka Gabrysia - Józefa Pomnik rodziców prapradziadka Józefa Rurarza Grób prapradziadka Wawrzyńca Zycha (ojca matki dziadka Gabrysia) z tabliczką wykonaną przez stryja-dziadka Janka Grób żony prapradziadka Wawrzyńca - Marianny (matki matki dziadka Gabrysia). Tabliczkę również zrobił stryj-dziadek Janek Grób brata dziadka Gabrysia - Edwarda i jego żony Pomnik m.in. siostry dziadka Gabrysia - Cecylii (Celiny)
Podoba Wam się talerz widoczny na zdjęciu? Mnie nie za bardzo. Za dużo złotych wywijasów, jak na mój gust.😁 A jednak jest dla mnie bezcenny. Jak wieść rodzinna niesie, czyli według przekazu mojej mamy - Ali, kilka tego typu talerzy, ceramiczną figurkę pasterki i sztućce pradziadek Bronisław Hilarecki wykopał niedaleko leśniczówki, do której jeszcze przed wojną ok. 1936 r. przeprowadził się z okolic Golubia-Dobrzynia z prababcią Stasią i dziećmi, w tym z moją babcią Henią. Prawdopodobnie te dobra ukryli Niemcy po I wojnie światowej, wyjeżdżając z terenów Mikorowa (gmina Czarna Dąbrówka, pow. słupski). Talerze były wykorzystywane przez prababcię Stasię, a potem przez babcię Henię tylko od święta i służyły do ciasta. Talerz ma więc ok. stu lat. Złote wzory wyblakły i starły się, ale nie ma ani jednego pęknięcia. Przez te wszystkie lata był świadkiem wspólnego świętowania. Dziś przypomina mi o dobrych i pracowitych dłoniach moich babć, które kilka razy w roku nakładały upieczon...
Pierwotnym założeniem tego pamiętnika było ukazanie historii naszego rodu. Miał on przedstawiać drzewo genealogiczne, do czego niewątpliwie zmierzam. W tym układzie nie sposób do tego przystąpić bez wstępu, co też uczyniłem. Będzie to drzewo genealogiczne przedstawiające pokrewieństwo jako drzewo, którego pień wyobraża formę wyjściową danej grupy. Będzie jednak pozbawione konarów i gałęzi, które miałyby przedstawiać pochodne linie rozwojowe. *** Nigdy w życiu nie pisałem pamiętnika, ale jakieś uczucie wewnętrzne nakazywało mi, abym dzień po dniu robił notatki. Staram się teraz dotrzymać obietnicy, aczkolwiek nie bez wewnętrznego oporu. Co innego bowiem jest szukać, grzebać w pamięci, wywoływać obrazy przeżytych zdarzeń i doznanych uczuć, a co innego ubierać to wszystko w formę słowną, gdzie mglisty rysunek trzeba nakreślić wyraźną kreską, abo to, co napisane było niby odbicie fotograficzne, ...
Komentarze
Prześlij komentarz