W końcu przyszedł słoneczny maj. Korzystając z pięknej pogody, wybrałam się z m.in. z moja mamą w sentymentalną podróż w okolice Mikorowa (gmina Czarna Dąbrówka), gdzie spędziła z rodzicami dzieciństwo. To również miejsca związane z pracą i życiem dziadka Gabrysia (o którym pisałam ) i jego brata Jana, który wspomnieniami podzielił się w tym miejscu . Miejsca te, w zasadzie mi nieznane, obudziły tęsknotę za prababcią Stasią i pradziadkiem Bronkiem, którzy żyli w poniemieckiej leśniczówce bez bieżącej wody i prądu tuż nad brzegiem Jeziora Kozińskiego (według informacji dziadka Gabrysia to miejsce nazywało się Dzierżlin; obecnie nie ma takiej nazwy na mapach). Dziadek Gabryś i babcia Henia z dziećmi bardzo często odwiedzali rodziców, a moja mama - Ala i jej rodzeństwo spędzali tam każde wakacje i dłuższe przerwy w szkole. W oddali widać wyspę Hen-Ga ("Hen" jak Henryka, "Ga" jak Gabriel), nazwaną tak przez dziadka Gabrysia na cześć miłości jego i babci Heni. Odwied...
Poniżej fotorelacja z wizyty na cmentarzu w Niekłaniu, gdzie są pochowani moi przodkowie - m.in. ojciec dziadka Gabrysia - Józef. Dzięki niezwykłemu spotkaniu mogłam poznać wujka Kazimierza Rurarza - syna Edwarda, brata dziadka Gabrysia i zapalić świeczkę na grobie bliskich. Wejście na cmentarz w Niekłaniu Pomnik ojca dziadka Gabrysia - Józefa Pomnik rodziców prapradziadka Józefa Rurarza Grób prapradziadka Wawrzyńca Zycha (ojca matki dziadka Gabrysia) z tabliczką wykonaną przez stryja-dziadka Janka Grób żony prapradziadka Wawrzyńca - Marianny (matki matki dziadka Gabrysia). Tabliczkę również zrobił stryj-dziadek Janek Grób brata dziadka Gabrysia - Edwarda i jego żony Pomnik m.in. siostry dziadka Gabrysia - Cecylii (Celiny)
Podoba Wam się talerz widoczny na zdjęciu? Mnie nie za bardzo. Za dużo złotych wywijasów, jak na mój gust.😁 A jednak jest dla mnie bezcenny. Jak wieść rodzinna niesie, czyli według przekazu mojej mamy - Ali, kilka tego typu talerzy, ceramiczną figurkę pasterki i sztućce pradziadek Bronisław Hilarecki wykopał niedaleko leśniczówki, do której jeszcze przed wojną ok. 1936 r. przeprowadził się z okolic Golubia-Dobrzynia z prababcią Stasią i dziećmi, w tym z moją babcią Henią. Prawdopodobnie te dobra ukryli Niemcy po I wojnie światowej, wyjeżdżając z terenów Mikorowa (gmina Czarna Dąbrówka, pow. słupski). Talerze były wykorzystywane przez prababcię Stasię, a potem przez babcię Henię tylko od święta i służyły do ciasta. Talerz ma więc ok. stu lat. Złote wzory wyblakły i starły się, ale nie ma ani jednego pęknięcia. Przez te wszystkie lata był świadkiem wspólnego świętowania. Dziś przypomina mi o dobrych i pracowitych dłoniach moich babć, które kilka razy w roku nakładały upieczon...
Komentarze
Prześlij komentarz